Codziennie wygrywamy życie

Opublikowane przez MyDreamland w dniu

Jakie to wszystko jest hmm… „dziwne”… Nie potrafię opisać słowami tego, co właśnie czuję… imagePrzyleciałam do Polski i nagle w tak krótkim okresie czasu, tyle się wydarzyło, tyle po raz kolejny przeżyłam, tyle doświadczyłam… Ostatnio szala się przebrała i zwyczajnie zostałam „rozbrojona”. W między czasie dostałam wezwanie na policję, 4 zaproszenia na ślub, dowiedziałam się kto jest w ciąży, poznałam – cud życia – maleńką Zochę, a teraz przeżywam śmierć – za dużo dla mnie, za dużo….

Poniższy tekst został napisany tydzień temu…

****

„Hmmm Miałam pisać o tym jak bardzo cieszy mnie Polska i jak teraz potrafię docenić, można by pomyśleć zupełnie nieistotne rzeczy. Nie zawsze robimy to, co sobie zaplanujemy. Czasami trzeba zboczyć z własnej ścieżki i otworzyć się na zupełnie inne sprawy. Ten tekst jest o małym wielkim bohaterze, jakim jest Adrian a raczej Ada:)

Poznałyśmy się…. oO kurcze! Ale jaja…. taki zbieg okoliczności – około rok temu. W okolicznościach raczej marnych i wydawałoby się nie sprzyjających budowaniu przyjaźni (w szpitalu, na oddziale onkologicznym) – nic bardziej mylnego… Osoby tam przebywające, są jedynymi osobami, które rozumieją siebie nawzajem, lepiej niż ktokolwiek inny. Wspólny czynnik, jakim w tym przypadku jest bomba tykająca w ciele chorego, bardzo łączy i tworzy coś w rodzaju wzajemnego kręgu zaufania. Ale nie o tym przecież tylko o naszym bohaterze:D I znowu zbaczam z kursu – teraz będzie o nas hehe. Przyjechaliśmy do szpitala, bo Michał miał bardzo słabe parametry krwi i musiał mieć toczenie. Nie było miejsca na oddziale, „dostał łóżko” w pokoju, gdzie osoby przyjmujące chemioterapię dzienną (biorą swoje i nie nocują na oddziale) mogły się położyć – spoko – przynajmniej jest łózko 🙂 Weszliśmy do sali – 1 miejsce było zajęte przez młodą, trochę jakby zagubioną i ciągle rozmawiającą przez telefon dziewczynę. Widzieliśmy ją pierwszy raz, ale że mieliśmy dłuższą przerwę w przyjazdach i przy przemiale zmieniających się osób jakoś nas to bardzo nie zdziwiło. Po jakimś czasie zaczęliśmy rozmawiać – tematem zaczepnym były jabłka – hehe tak, pyszne, polskie, zdrowe jabłka, do tego ekologiczne 🙂 Ada miła cała siatkę tych smakołyków, a Michałek miał ochotę je zjeść:). I tak to wszystko się zaczęło….

Okazało się, że ten młodziutki promyk słońca, mieszka niedaleko nas i przyjechała pierwszy raz tutaj do szpitala przyjąć chemioterapię i do tego jest sama. Od razu poczuliśmy wzajemną więź porozumienia. Podnieśliśmy naszą Adriankę pseudo „Quazimodo” na duchu. Dlaczego młoda dziewczyna jest nazywana jak dzwonnik z Notre Dame?? Miała takiego samego garbaaaaa!!! Serio!!! On dużo ważył, przez co utrudniał jej ruch i sprawiał ból. Opowiadała o wcześniej stosowanych terapiach, o planach co dalej, jak ma przebiegać leczenie, ale też gdzie zamierza spędzić swoje urodziny  🙂 Po kilku chwilach razem spędzonych, wiedzieliśmy wszystko:) Okazało się, że leży w tej sali, bo czeka na swoje miejsce w „normalnym pokoju”, ale tak jej się spodobało nasze towarzystwo, że nawet nie chciała tam zaglądać heh. Następnego dnia już znaliśmy jej mamę, a ona nas, wprawdzie telefonicznie ale to nie miało żadnego znaczenia – ważne, że Ada dostała sił, czuła się pewniej i bezpieczniej:) Ona była dopiero na starcie tej wyboistej drogi, jaką jest walka o każdy nowy dzień!

Kiedy spotkaliśmy się kolejny raz, Ada przeistoczyła się w Adriana. Włosów już nie było, ale garba prawie też, dzięki czemu wróciły siły i uśmiech! Biegała po korytarzach jak szalona:)image Tym razem miała towarzystwo, była z kuzynką Agą – dwie wariatki 🙂 Opowiadała jak znosi chemie, co jej smakuje, co nie, a po czym rzyga jak kot heheh

Niestety Michał nie był w najlepszej formie, tak naprawdę był w bardzo ciężkim stanie, ledwie oddychał:( Ada widziała to i bez wahania chciała nam ODDAĆ SWOJE dodatkowe LEKARSTWO, na które my też czekaliśmy, ale jeszcze nie dotarło:/ Powiedziała mi, że jak tylko wrócimy to musimy się zobaczyć. Tak też zrobiliśmy. Wyczerpana po chemii, przyjechała do nas i oddała nam swój lek! Takie zachowanie pokazuje jakim WSPANIAŁYM duchem jest ta młoda istota, która wciąż walczy o swoje życie.

Przez ostatni rok, Ada kontynuowała leczenie w Warszawskim Centrum Onkologii. Aktualnie zakwalifikowała się do wyleczenia w klinice w  w Niemczech, jedyne ograniczenie to finanse.

RAZEM DAMY RADĘ!! POMÓŻMY TEMU PROMYCZKOWI ZAWALCZYĆ O NOWE LEPSZE JUTRO!!! Sprawmy by osiągnęła swój cel, czyli WYGRAŁA KOLEJNY RAZ ŻYCIE!!!”

****

W środę dowiedziałam się, że Ady już tutaj nie ma. Odeszła w domu w otoczeniu najbliższych. Wiadome, każda śmierć boli i imagenie jest łatwa ale taaaa wpłynęła na mnie baaardzo mocno. Odeszła kolejna wspaniała dusza! Młodziutka dziewczyna. Przeżyła 24 lata. Dzielnie walczyła o każdy dzień, każdą chwilę. Obudziły się we mnie wszystkie uczucia, które ostatnio udało mi się gdzieś zaszufladkować… Po raz kolejny życie pokazało mi jakie jest piękne i pełne cudów, a równocześnie nieprzewidywalne i kruche.

Nie mogłam uwierzyć. W tamtej chwili dobrą opcją, dla mnie, było zawinięcie się w kołderkę lub kocyk, by poczuć się ciepło i bezpiecznie i nie myśleć o tym wszystkim, co dzieje się wokoło. Zawsze działało – ale jakoś nie tym razem…. Nie mogłam się uspokoić, wyzbyć emocji i myśli. Jedyne czego tak naprawdę chciałam to przytulić się do „M” i mu to wszystko opowiedzieć… Z przytuleniem gorzej, ale opowiedzieć się udało 🙂 🙂

W piątek był pogrzeb – 5 sierpnia. Mój Michał zmarł piątego – minęło równe 10 miesięcy od jego odejścia. Jak ma być trudno, to już na maxa. U mnie często bywają takie kumulacje. Gdy zobaczyłam przy trumnie jej zdjęcie, na którym jest meega szczęśliwa (taką ją zapamiętamy) emocje wyszły ze mnie i zaczęłam popłakiwać. Jednak nie były to łzy smutku i rozpaczy. Mam świadomość tego, że już nie cierpi i dalej się uśmiecha, tylko gdzieś indziej… Ksiądz na kazaniu opowiadał o dziewczynie, która miała nowotwór kości (tak jak „M”) i miała na imię Kiara (pies moich rodziców). Tyle powiązań, zbiegów okoliczności i symboliki. Poznałam osobiście rodzinę Ady (wcześniej nie było okazji). Dostałam od nich coś niesamowitego – olbrzymie wsparcie! Dodali mi nowych sił i energii. Jej siostra powiedziała mi: „Ada bardzo chciała odwiedzić Michała, ale jeszcze nie była gotowa”. Te słowa dłuuugo kołatały się w mojej głowie. Teraz już jest gotowa, a „M” się nią zaopiekuje!

Po pogrzebie byłam pełna skrajnych emocji. Wraz z Adą odeszła kolejna cząstka mojego serduszka. Na początku było mi baaardzo trudno, byłam roztrzęsiona, rozbolała mnie głowa i nie wiedziałam jak się uspokoić. Co zrobiłam?? Nabuzowana pojechałam na kawę i ploty do „M” – pomogło 🙂 wszystkie uczucia zostały przemienione w pozytywną energię, a wątpliwości odeszły.image

Teraz pytanie do Ciebie. Jaki masz dzisiaj „problem”? Co Cię trapi? Co Cię smuci? Czy naprawdę jest to, aż tak trudne? Gdzie się spieszysz? Do czego znowu odliczasz? Do weekendu, urlopu, wypłaty, świąt, wakacji?

A teraz kolejna seria:) Czym dla Ciebie jest szczęście? Co dzisiaj sprawiło Ci radość? A może Ty sprawiłeś ją komuś? Czy potrafisz jeszcze w ogóle się śmiać?

Ada cieszyła się każdą chwilą i dzieliła się tą radością z innymi. Chciała poczuć jak to jest umyć włosy i tak jak każdy z nas planowała swoją przyszłość. Chciała założyć rodzinę, mieć dzieci, podróżować – nie zdążyła… Usiądź, zwolnij, zastanów się co przynosi Ci radość. Ona jest taka prosta i łatwa do uchwycenia, wystarczy zacząć doceniać małe rzeczy. Sam fakt, że budzisz się rano powinien dawać Ci szczęście. Doceniaj najbliższych i to co masz. Każdy dzień przynosi kolejną szanse na realizowanie swoich planów, marzeń i celów. Nie odkładaj ich na „później”…

Kiedy dzisiaj będziesz myć głowę, pomyśl o tym, jakim jesteś szczęściarzem!

Życie jest darem! Dlatego – żyję chwilą! Żyję dziś!

LoVe Ula


2 Komentarze

Karolina · 8 sierpnia, 2016 o 5:41 pm

Ula tyle cierpienia takich wspaniałych ludzi nie może iść na darmo. Zarazaj dalej ta radością zycia, to wszystko niby takie proste i oczywiste Ale często zapominane. Buziaki ogromne .

OneOf13k · 28 sierpnia, 2016 o 6:26 pm

Wiesz Ula, czasem zycie rzuca nam pod nogi rozne klody, i one wydaja sie byc taaakie duze i taaakie ciezkie. A ja sobie przyczytalem Twoj kolejny tekst i wiem, ze tak naprawde te ‚moje’ klody nie sa ani duze ani ciezkie. Ba, wstyd mi ze moglem pomyslec ze takowe sa…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *