Akcja ewakuacja

Opublikowane przez MyDreamland w dniu

Kiedy początkiem roku wyjeżdżałam z Polski w życiu ale to w życiu nie spodziewałam się, że mój powrót tak będzie wyglądał, jak wyglądał…

Miesiąc temu wciąż nic na to nie wskazywało.
Wylatując na Filipiny, leciałam z biletem powrotnym do Indonezji, gdzie nawet zostawiłam swoje rzeczy (w tym buty, przez co wracałam do Polski w japonkach😆).

Baaa nawet wylatując z Cebu na Palawan nie spodziewaliśmy się takich wydarzeń. 

Z dnia na dzień, będąc na wyspie Coron, dowiedzieliśmy się, że rząd filipiński zamyka wyspę na miesiąc i jeśli chcemy ją opuścić to jest ostatnia szansa.
Wszyscy, wszystko wiedzieli i równocześnie nikt, niczego nie wiedział. Informacje były sprzeczne. Ostatecznie postanowiliśmy opuścić Coron i przenieśliśmy się na Palawan, a dokładniej pojechaliśmy do rajskiej wioseczki PortBarton, gdzie jeszcze przez kilka następnych dni było „normalnie”, a potem zaczęły się ograniczenia, każdego dnia nowe i bardziej restrykcyjne.
Wszystko działo się bardzo szybko.

Próbowaliśmy opuścić Palawan ale w tym czasie to już nie było takie łatwe. Będąc nie w swoim kraju, nie znając lokalnego języka, bez możliwości wychodzenia z domu i ze słabym internetem trudno było zrozumieć to, co się dzieje, to jak bardzo świat się zmienia…


Udało mi się ewakuować z Palawanu samolotem ratunkowym, zorganizowanym i sfinansowanym przez rząd filipiński. Pracownicy troszczyli się o pasażerów, zapewnili również posiłek i napoje.

Przejazd z Port Barton do Puerto Princessa pod eskortą policyjną, dzięki czemu nie musieliśmy zatrzymywać się na kontrolę.
Dezynfekcja autobusu, którym przyjechaliśmy.
Konrad, Bartek i ja czekając na lot do Manili.

Wszystko odbywało się w stylu filipińskim ale ostatecznie udało się i wylądowałam w Manili, gdzie czułam się jak w grze komputerowej i dopiero tam powoli zaczynałam widzieć ta zmianę… 

Widok z okna w hotelu w Manilii.


Wraz z Bartkiem i Konradem (ziomkami, którzy tak jak ja wracali do Polski) szukaliśmy noclegu przez 3h (jest zakaz przyjmowania nowych rezerwacji), a maseczek ochronnych przez dwa dni, a i tak się nie udało – poratował nas pan z hotelu, bo bez nawet do sklepu nie moglibyśmy wejść.

Zamaskowani my 🙂


Z czasem powoli do mnie docierało to, co się dzieje. Obserwowałam puste ulice, brak korków, zamknięte restauracje, kolejki do aptek, mniej uśmiechu – jakby nieczynne miasto. Zaczynałam rozumieć „social distancing”, dezynfekcje rąk i chęć zostania w domach. Strach przed zachorowaniem i śmiercią…

Dzięki programowi #lotdodomu udało mi się wrócić do kraju. Mieliśmy wielkie szczęście w nieszczęściu (bo każdy miał inny plan), że udało nam się szczęśliwie dolecieć. 

#LotDoDomu

Należę do tych osób, które bardzo ale to BARDZO Polskę lubią i doceniają. Zawsze opowiadam jaki nasz kraj jest wspaniały i co można w nim zobaczyć.
Uwielbiam podróżować ale lubię też wracać! 

Jestem super szczęśliwa, że mogę tutaj być chociaż meega dziwnie jest przylecieć i z nikim się nie spotykać…
Teraz przechodzę kwarantannę – ponownie odizolowana od świata (może to i lepiej), telewizji i wiadomości o rosnącej liczbie zachorowań.

Dziękuję wszystkim, którzy mi kibicowali, trzymali kciuki i przyczynili się do powrotu.
Polski Rząd, Ambasada, oraz linie lotnicze „Lot” stworzyli projekt #lotdodomu, dzięki któremu wiele osób mogło wrócić do kraju. Wspaniała inicjatywa i świetnie zorganizowany transfer.

Nieoczekiwane spotkanie z Panem Ambasadorem na lotnisku w Manili + miła rozmowa 🙂


Jestem wdzięczna i pełna podziwu dla załogi samolotu, komunikacji, osób pracujących na lotniskach i wszystkich, którzy przyczynili się do tego, że zamiast gorąca, mogę narzekać na zimno 😉

Kiss & Love
Ula


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *